czwartek, 3 grudnia 2015

Przepraszam, ale...

No nie będzie mnie tu przez dłuższy chyba czas... Od dawna mnie nie ma... Chwilowo przy dwójce dzieci nie ogarniam tematu z nitkami :( Bloga szkoda mi skasować, chcę do tematu wrócić, ale kiedyś... Pomyślcie o mnie ciepło przy przędzeniu swoich nitek i czekajcie wielkiego powrotu ;) A tęsknię strasznie...

czwartek, 12 czerwca 2014

Chyba zapał wrócił ;)

I mój mąż wziął się do roboty. Z jakiś super-zdechłych patyków, które się strzępią, pękają i inne cuda, ale coś mu jednak wychodzi :) Proszę bardzo co zrobił ostatnio :)


Mój faworyt - takiego ładnego jeszcze nie zrobił. Co prawda wołałabym, żeby miseczka była odwrócona do góry, ale nie czepiajmy się takich drobiazgów ;) 70 g, 22 cm.


No prosiłam o truskawkę... No i co to ma być? Jakiś artystyczny wymysł zapewne ;) Oprócz tego, że troszkę się drewno postrzępiło na dole, bardzo fajnie się prezentuje i jest takie milusie dla rąsi ;) 40 g, 20 cm.


A to jest z dwóch różnych kawałków drewna. Bo dół odpadł od góry i jakoś trzeba było ratować co zostało ;) Jakby się uparł to w sumie może robić za ruskie... :) 69 g, 30 cm.


A to to nie wiem co to jest ;) Jeszcze pewnie najśmieszniej wyjdzie, że na nim będzie się najprzyjemniej prząść ;) Szkoda, że o rowkach nie pomyślał, ale ujdzie. 24 g, 20 cm.

Jeszcze nie zdążyłam ich wypróbować, ale zdaje się, że moje marzenie o wieszaniu wrzecion pod półką zaczyna nabierać całkiem sensownych kształtów ;)

poniedziałek, 9 czerwca 2014

No kto by pomyślał :)

Dwa lata temu na większości wyjazdów średniowiecznych miałam kołowrotki i wrzeciona do obserwacji. Jakoś nie robiło to na mnie wrażenia. Zdjęcia się robiło, bo ładne, ale... No i się nie spodziewałam, że będę taka sama ;) W Torgelow nie czuję, że jestem jedyna...



Co prawda nie mam jeszcze takich fajnych wełenek, ale... :) Zdjęłam z żołędzia drugiego precla. Właściwie bardziej wygląda jak bagietka ;) Nie wychodzi mi to zwijanie... Ma 72 g.


Jakoś troszkę równiej mi wyszło od poprzedniego.


I w końcu ogarnęłam historyczne wrzeciono :D Oto dowód, kręci się, pętelka czasem spada :)


I jaka cieniutka niteczka mi wychodzi :) I nawet w miarę równa :)


No w miarę... ;)

środa, 4 czerwca 2014

No w końcu :)

Oczywiście po przebojach typu pękanie w połowie roboty, klejenie patyka i takich tam innych ;) Mąż mi w końcu wrzeciono utoczył :) Na początku wyglądało sobie tak...


Ale co tam, żeby surowe drewno było, "artysty-malarza" to niegodne ;) Więc pomazałam w moich najukochańszych kolorach do malowania (bo w takich to ja ubierać się nie lubię)


Waży 88g i całkiem przyjemnie się na nim robi. Co prawda często zaczyna mi się odwijać, ale i tak mi się podoba.
Następnym razem do poprawienia jest dół wrzeciona - chyba lepiej by chodziło, gdyby było bardziej rozpłaszczone (można by UFO namalować :> ), ale ja sobie żołędzia wymyśliłam jak w ruskich, to mam ;) Teraz mi się marzy nieco lżejsza truskaweczka do cieńszych nitek :)

wtorek, 27 maja 2014

Precelek :)

Nie mam motowidła i stwierdziłam, że się obejdzie :) Babcia na wsi zwijała na stołkach, to i ja dam radę na krześle ;) Tylko trza na nóżki, a nie oparcie zakładać, bo się zrobił taki precelek zamiast tego ładnego czegoś, co dziewczyny robią :)


122 gramy wyszły i jeszcze bym nie zwijała, ale się na jutro z koleżankami na naukę umówiłam. Może to to za piękne nie jest i dużo by nie popsuły, ale wrzeciono będzie lżejsze - chyba to lepiej :) No i odkryłam, że jednak to nacięcie o którym prawie wszyscy piszą się przydaje. Na początku nie odwijała mi się nitka, ale jak już więcej nitki nawinęłam to spadało mi. Chyba, że ja niekumata jestem ;)
Nie wiem czy zdwoić, czy potroić, ale to się jeszcze z problemem prześpię ;)
No i dosiadłam też do średniowiecznego... A bodajby je zaraza... Nienawidzę... Potrzebuję większego przęślika, bo mnie trafi... Ale choć delikatne nacięcie pomaga, żeby nie odplątywała się pętelka. Może się nauczę, ale wolałabym, żeby maż mi coś fajniejszego zrobił :) 

wtorek, 20 maja 2014

Robota jak robota...

Czytałam, że dziewczynom rwą się nitki jak humor nie taki, albo awantury w domu. Mnie się to nie imało. Zajęcie relaksujące, wyciszające, pozwala nie myśleć o takich tam różnych. Jeno zapach czesanki działa mi na nerwy, ale ostatnio nos się nadwrażliwy na wszystko zrobił ;)
Tak więc jak pisałam, zajęcie relaksujące, do czasu kiedy wzięłam wrzeciono do babci... Ooo jak mi nie szło... Bo pierwszy raz widzi, że tak się niby robi, że prządka by na sól nie zarobiła przy takim tempie i w ogóle nie rozumie jak można się takimi rzeczami we współczesnym świecie zajmować. No ale moja babcia specyficzna, pisałam już kiedyś - nigdy nie zrozumie jak można się zachwycać czymś co było udziałem jej młodości. No ale poszło w końcu :)


I nawet za dzieckiem da radę pobiegać, o ile nie pnie się po schodach - to już wymaga szykowania rąk ku łapaniu spadającego ;) Wniosek jest tylko jeden - nie dawać dzieciakowi roboty do ręki!


Tak mi poplątała, że ojojoj, ale dało radę odratować :) Może mała prząśniczka wyrośnie, bo ponoć dzieci robią to co stare. Na szczęście nie widzi jak przy PC siedzę...

sobota, 17 maja 2014

Chmurka

Se kupiłam chmurkę :)


Najtańsza możliwa z alledrogo. 24 mic. czyli ponoć trochę źle do nauki, bo lepsze 28-30. Ale mi idzie dobrze :) Czasem się rwie, robię przekręty, ale się nie łamię. 50 lat praktyki i będzie coś fajniejszego niż sznurek ;)

P.S. I mam już swój znaczek na mapie prządek i tkaczek :> Chmurka druga dla koleżanki czeka, to może w końcu Szczecin doczeka się ich większej ilości ;)

piątek, 2 maja 2014

Nauczyłam się :)

Może i się można nauczyć przez internet. Człowiek poczyta i niby wie... Ale zupełnie co innego - spotkać się z żywym człowiekiem i porozmawiać :) Jedno macnięcie wystarczyło, żeby stwierdzić, że moja czesanka do przędzenia się nie nadaje (znaczy ja z moją zawziętością i tak pewnie ją przerobię, o ile się nie wkurzę ;) Zrobiło się z niej coś takiego...


Jakiś tam swój urok może i ma ;) A to jest mój pierwszy "profesjonalny" kłębuszek :)


Wiadomo, równo mi nie idzie, ale poszło lepiej niż się spodziewałam :) Znaczy nie jestem taka głupia ;) A tu moja druga niteczka - muszę ją jeszcze zdwoić.


Przędłam na Kromskim i nawet mi pasuje - podejrzewam, że do momentu, kiedy mąż wyskrobie mi coś miłego :) Mężowe pierwsze wrzeciono zostało u nauczycielki - zakochała się od pierwszego zakręcenia :D Wrzeciono tureckie również jest całkiem sympatyczne, ale chwilowo wolę K.
Nauczyłam się też nitkę potrajać i zwijać.


Z opisów jakoś nie mogłam zrozumieć o co chodzi. Mąż teraz musi mi jakieś motowidło wystrugać :)
Wrzeciona średniowiecznego jeszcze nie obczaiłam. Mój przęślik pękł. No jak tak można? :( Ale dostałam nowy :)


Jeszcze mam drugi - płaski. Ale maż szanowny skitrał gdzieś w samochodzie i odmawia chwilowo wydania ;) 
Na drogę powrotną dostałam 2 chmurki do ćwiczenia :)


Trzeba choć po trochu praktykować, żeby nie zapomnieć...

Teraz trza koniecznie kupić jakąś czesankę. Zmajstrować pare wrzecion i inkle loom... Krosna są na razie na przegranej pozycji, bo nie ma na nie miejsca... No. Do emerytury się może wyrobię ;)

piątek, 14 marca 2014

Obrazek

Wisi na mojej lodówce od jakiś 5 lat :)


Proroczy? :D Może trzeba więcej takich powiesić do spełnienia? Nieco krócej wisi "lot balonem nad Paryżem"... Może kiedyś :)

Zimowe farbowanie czarnymi jagodami

Jagody w zamrażalniku leżą chyba drugi rok. Lekko przejęły zapach ryby ;) Szkoda wyrzucić, a zrobić z nimi niespecjalnie jest co. Tak więc wymyśliłam, że się coś pofarbuje.
Wzięłam 2 l wody i jakieś 0,8 l jagód. Gotowałam przez godzinę. Wywar odcedziłam. Przedmiot farbowania moczył się pół godziny w ciepłej wodzie, potem gotowałam go godzinę i potem sobie stygło, czyli moczyło się jakieś 4 h.
Len był biały i lekko kremowy. Wyszło tak lekko fioletowo, wpada bardziej w szary, nie wiem czy to będzie widać na wszystkich monitorach :)


Rękawiczki wyszły całkiem sympatycznie, nawet fioletowo, ale przekonuje mnie ten eksperyment, że absolutnie nie ma co się brać za farbowanie gotowych rzeczy.


Troszkę złożenia ciemniejsze wyszły. Ale nie jest źle :) Na początku gotowania był piękny, bordowy kolor. Ciekawe czy jakby wtedy wyciągnąć, to by taki został... Eksperyment należałoby powtórzyć ;)